Wiadomo każda z nas chciałaby rodzić siłami natury (SN), ale nieraz dla matki i dziecka cesarskie cięcie (cc)  to najlepsze rozwiązanie.
A wiadomo chodzi o dobro naszego maleństwa i oczywiście nasze. Marzymy o naturalnym szybkim porodzie, zakończonym maleństwem przy piersi.
Ciągle zasypywani jesteśmy stereotypami, stwierdzeniami typu: cesarka to nie poród;Ty nie wiesz co to znaczy urodzić dziecko; nigdy w życiu nie zgodziłabym się na cesarkę – te teksty słyszałam już nieraz. Natchnięta ostatnim wpisem mamaginekolog postanowiłam napisać moją historię.

Historię porodu przez cc zakończonego urodzeniem ślicznego chłopczyka, który mimo wielu głosów o szkodliwości cc jest zdrowym, odpornym na choroby, dobrze rozwijającym się 5 latkiem.

Jak to było u mnie…?

O cesarce dowiedziałam się około 30 tc.

Powód…?!

Jak to zostało napisane w mojej karcie:”niewspółmierność matczyno-płodowa”. Co to znaczy? Cóż prezentuje raczej filigrananowy typ kobiety, zatem moje wymiary nawet w ciąży nie były zachwycające. Po zmierzeniu mojej miednicy, której wymiary  okazały się zaskakująco poniżej normy, lekarz stwierdził, że szanse iż dziecko przejdzie bez komplikacji przez kanał rodny są małe, ale jest to możliwe jeśli waga urodzeniowa dziecka będzie poniżej 3kg. W tym momencie już wiedziałam, że nic na siłę, nie mogę za wszelką cenę dążyć do naturalnego porodu, bo pewnie za cc będę krytykowana!
Wiem jest to bardzo poważna operacja, ale teraz liczyło się tylko nasze zdrowie.

Termin porodu (cc) ustalony na 16.01.2012r.

Urodziłam 11.01.2012r.

Jak to się stało?

Już pod koniec grudnia okazało się, że mam rozwarcie na centymetr więc wiedziałam, że mogę nie doczekać terminu cc. Zaraz po świętach zostałam u teściów, blisko szpitala. Pewnego dnia siedząc przy stole z rodziną złapał mnie silny ból od kręgosłupa. W ciągu 20 min. zabolało mnie jeszcze 3 razy. Brzuch twardniał co 10 min. później co 7 min. Ciocia, która jest położną widząc co się dzieje, zadzwoniła do ordynatora szpitala, który miał wykonać cc i stwierdził, że nie ma już na co czekać i pora jechać do szpitala, sprawdzić co się dzieje. Od razu zadzwoniłam do męża żeby przyjechał (90 km) bo chyba rodzę. Wzięliśmy wszystko dla mnie i dla dzidziusia i pojechaliśmy. Rozwarcie na 3 palce, jakieś tam nieregularne skurcze na KTG też są.
Usłyszałam poród się zaczął, wszystko przygotowane do cc.

Mąż na szczęście zdążył.

Założyli mi cewnik, a następnie dali znieczulenie zewnątrzoponowe czyli w kręgosłup. Nic nie bolało. Delikatne mrowienie, szczypnięcie i koniec. Położyli mnie i zaczęło robić mi się słabo i gorąco, ale to chyba był stres, bo anastezjolog powiedział, że wszystkie parametry są w normie i nic złego się ze mną nie dzieje. Dosłownie po kilku minutach pokazali mi już synka.

Godzina 14:05

Waga 3200g

Wzrost 52 cm

Następnie zabrali synka na badania, tam już był z nim mąż. A mnie szyli. Wszystko trwało naprawdę krótko. Więc cały przebieg cc był bardzo szybki przynajmniej z mojej perspektywy. Później już było troszkę gorzej, tylko jak odzyskałam czucie w nogach, musiałam wołać coś przeciwbólowego. Był jeszcze problem z macicą bo nie chciała się obkurczyć, więc też dostałam leki, bolało, ale do zniesienia. Zaraz po przewiezieniu na salę dostałam małego do piersi. Najgorzej było wstać na drugi dzień, bo bolało niesamowicie, pierwsza próba wstania się nie udała, bo bardzo kręciło mi się w głowie, więc dostałam kroplówkę i spróbowałam  za jakiś czas. Fakt bolało dalej i nie ma co ukrywać, ale wiedziałam im szybciej zacznę się ruszać im szybciej rozchodzę to ból będzie mniej wyczuwalny i tak właśnie postępowałam. Każdy kolejny dzień był coraz lepszy. Po 3 dobach zostaliśmy wypisani do domu.
Po 6 tygodniach zaczęłam smarować bliznę maścią Contractubex, która ładnie wygładza i rozjaśnia bliznę.

Tak więc wcale nie było tak źle. Ból po cc wcale nie był taki straszny, wiadomo każdy ma też inną skalę bólu, ale fakt jest taki że boli, ale o bólu się po jakimś czasie zapomina.

To tyle z najpiękniejszej jak dotąd historii. Historii mojego porodu. Cieszę się z tej decyzji. Wiem, każda historia jest inna, ale nie każde cesarskie cięcie to tragiczna historia porodu.

4 Thoughts on “Cesarka – nie taki diabeł straszny”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.