Nareszcie nadszedł nasz długo wyczekiwany urlop. Czas kiedy w końcu będziemy mogły się zatrzymać, zwolnić kroku, zapomnieć o sprawach zawodowych i zrobić głęboki oddech.

Pięknie brzmi prawda?

Ciesząc  się wolnym czasem rozważałyśmy  czy potrafimy dobrze zagospodarować ten czas? I na co go przeznaczymy? Uśmiechy z naszej twarzy nie schodziły, bo doskonale wiedziałyśmy, że jakiś czas przeznaczymy na nasze ukochane czytanie.

Każda z nas uwielbia czytać, lubi się zaszyć z książką i przez jeden wieczór być niewidzialną dla świata. Oderwać się od rzeczywistości, uciec od codzienności.

Kiedy zaczynamy czytać nasze dwa małe światy zostają przeniesione w inne miejsce, czytanie zabiera nas w odległą krainę, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Budzi w nas refleksję, powoduje działanie co zrobić, co zmienić a przecież takie działanie powoduje rozwój… Nasz rozwój…

W obecnych czasach, gdzie brak czasu staje się normą, gdzie ciągle gdzieś biegniemy, ciągle spóźnione…mówimy stanowcze NIE. Nie chcemy tak…! Chcemy chociaż z tych krótkich chwil “JA  – książka” czerpać jak najwięcej. Nie narzekać tylko się cieszyć tym co mamy, tym co daje nam los.

I pojawiła się…

Nowa pozycja. To był prezent. Czekała chwilę, aż w końcu otworzyłam ją i się zaczęło… Leciały minuty, godziny, wieczory, dni na czytaniu. Co czułam czytając ją? Odpoczynek,wewnętrzny spokój. Przeczytałam i poleciłam ją “JEJ”. I też zaczęła czytać…

“Alibi na szczęście” przeczytałam jednym tchem. Gdy kartki się kończyły chciałam więcej, chciałam poznać dalsze losy pięknej choć rodzącej się bardzo powoli historii miłosnej Hani i Mikołaja.

Ostatnia strona i koniec, ale czy aby na pewno…? Obudziła się w nas refleksja. Książka, która dała nam do myślenia. Dużo w niej mądrości życiowych. Książka o przyjaźni, o tym że prawdziwa przyjaźń wszystko przetrwa, że na wszystko trzeba zapracować – dbać i doceniać.

Obie chciałyśmy więcej. I na szczęście jest ciąg dalszy…

“Krok do szczęścia” i ” Zgoda na szczęście” pochłonęły nas. Hania na moment stała się naszą przyjaciółką, o której rozmawiałyśmy, o którą się martwiłyśmy. To na moment był nasz odmienny mały świat “MY” i bohaterowie książek, które czytamy, którymi się wymieniamy. Tak niewiele, a jednak daje odrobinę radości. Okazało się, że to jeszcze nie koniec…

“Szczęście w cichą noc” – ciekawe co teraz słychać u Hani…

czytanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.